• Wpisów:8
  • Średnio co: 219 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 14:17
  • Licznik odwiedzin:3 187 / 1977 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jeżeli ktokolwiek to czyta, przepraszam, że przez dość długi czas nie zamieszczałam tutaj żadnych wpisów. Postaram się teraz robić to częściej, niestety czas zaprzątają mi treningi i oglądanie igrzysk w Londynie
Dzisiaj taki odbiegający od tego, co towarzyszy mi na co dzień, czyli... Filmy. Tak, filmy. Postaram się wybrać dziesięć najbardziej bliskich mi produkcji oraz opisać je najlepiej (dzień po dniu lub co dwa dni, zobaczy się), jak potrafię - nie zdradzając zakończenia, ale rozbudzając ciekawość. Oczywiście zacznę od końca ;]
9) Lista Schindlera (Schindler's List) - amerykański dramat wojenny. Opowiada on o niemieckim przedsiębiorcy Oskarze Schindlerze, a akcja dzieje się, oczywiście, w realiach II Wojny Światowej
Schindler przyjeżdża do Krakowa i zakłada tam fabrykę naczyń. Pracują tam Żydzi, a sam Niemiec staje się poważaną osobistością wśród elity Krakowa i swoich rodaków tam mieszkających. Po pewnym czasie krakowskie getto ulega stopniowemu planowi likwidacji, a jego mieszkańcy zostają transportowani do obozów pracy. W przedsiębiorcy budzi się sumienie i postanawia uratować Semitów od zagłady, wykupując ich jako pracowników do swojej fabryki
Produkcja Spielberga, uznawanego za jednych z czołowych reżyserów świata (przeze mnie również) zdobyła nawet uznanie samego Watykanu, a przy tym widzów. To niewątpliwie świadczy o tym, że musi mieć w sobie to, co wyróżnia ją spośród innych i tak też jest w rzeczywistości. Zawiera ciekawą historię, w dodatku biografię, dobrą obsadę, ale pokazuje uniwersalne wartości moralne i etyczne. Warto wspomnieć, że film jest czarno-biały
  • awatar poranna-kawa: Ja troszku z innej beczki. Mianowicie o wiele łatwiej czytało się twojego bloga przed zmianą design. ;> Teraz szczerze powiem jest to awykonalne. Dobra wykonalne ale strasznie męczy oczy.
  • awatar Pazurem i winem pisane: Interesuje mnie ta tematyka, więc z pewnością obejrzę. Dzięki!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzień dobry, cześć i czołem. Już dwa dni bez wpisów tutaj, cała wieczność dla mnie Ale nadrobię zaległości, bez obaw. Wczoraj zajęłam się zmianami na moim blogu, jak widzicie, zaroiło się od kodów CSS, o których nie mam zielonego pojęcia xD Ale do czego są utalentowani informatycznie użytkownicy? No właśnie ^^
Wczoraj siedziałam sobie z kubkiem gorzkiej zielonej herbaty i doszłam do wniosku, że wszyscy jesteśmy więźniami swego ciała, na które, co tu długo mówić, jesteśmy skazani do końca życia. Niektórym to odpowiada, innym nie
Ostatnio coraz głośniej w mediach o zjawisku zwanym transseksualizmem i samych transseksualistach / transseksualistach. Dla niedoinformowanych objaśniam - to osoby, których płeć psychiczna jest inna niż płeć biologiczna, nie będę się rozpieprzać na części pierwsze i specjalnie dokładnie tego wyjaśniać. I oni są właśnie więźniami swojego ciała. Trudno to sobie wyobrazić statystycznemu Kowalskiemu, ale wyobraź sobie, czytelniku, że podchodzisz do lustra i widzisz całkiem inną osobę, którą jesteś, przeciwnej płci, zupełne przeciwieństwo siebie. Czujesz do siebie obrzydzenie, odseparowujesz się od ludzi, przyjaciół, a nawet rodziny. Siedzisz z depresją, po prostu
Oczywiście, są operacje zmiany płci, dość często przeprowadzane w Azji. Niestety, ludzie stają się po niej trwale bezpłodni, co dla mnie byłoby niemałym dramatem
A tak bardziej prywatnie i intymnie - ja też jestem więźniem swojego ciała, ale nie w tym sensie. Rano wstaję, patrzę w lustro i widzę małą dziewczynkę. Czternastolatkę, jeszcze dziecko. Kiedy w czasie roku szkolnego wychodzę, idę do szkoły i spotykam ludzi w tym samym wieku i czuję się tak ohydnie inna. Wszyscy każą mi być tacy jak oni, wręcz czuję się, jakby to był jakiś zewnętrzny wymóg, coś, co zostało postanowione bez mego udziału. To nie jest przyjemne. To nie jest przyjemne, kiedy ludzie dowiadują się, w jakim wieku jestem i uciekają, mając mnie za dziecko, które z pewnością jest po prostu zwykłym, stereotypowym, pustym dzieckiem. Ale ponoć wyglądam starzej. I chyba nawet nie dlatego, że dosyć mocno się maluję. Może dlatego, że oczy są zwierciadłem duszy? A brnąc po kolanach w metafory i kompletnie odbiegając od tematu, miłość jest wtedy, kiedy w oczach drugiej osoby widzisz tylko siebie. Szkoda, że nie mogę pojechać do takiej Japonii, wsadziliby mnie na stół, wydłużyli nogi, postarzeli twarz, zmienili rok urodzenia w dowodzie (chyba najpierw wyrobiliby dowód?), wsadzili pod pachę indeks i wysłali na wymarzony kierunek studiów. Marzenia, ach, marzenia...
 

 
Wstałam rano i mój wcześniejszy dobry nastrój gdzieś wcięło. Wściekam się na wszystko i ujawnia się ta druga, agresywna i temperamentna część mojej osobowości
A co mnie wkurza? Ludzie oczywiście. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale po prostu nie potrafię żyć z innymi, w społeczeństwie. Rzecz jasna, to z pewnością jakaś anomalia, w końcu według socjologów człowiek jest stworzony do życia w społeczeństwie czy jakoś tak. Według "znawców" po magisterce wina leży po stronie osoby, która te problemy w kontaktach ma. Bardzo ciekawe, doprawdy
Odkąd pamiętam, ludzie czepiają się mnie dosłownie o wszystko. I najczęściej o rzeczy, które są moimi zaletami i które mogłabym wykorzystać w dobry sposób. Co prawda z tym dałoby się jakoś wytrzymać, nie na darmo Bóg stworzył język i możliwość ciętej riposty
Teraz staję przed problemem największej skali, czyli tym, że nie umiem się odnaleźć, rozmawiać o rzeczach, które powinny (bo ktoś tak powiedział?) mnie interesować, wszędzie czuję się obco. Chodzę do beznadziejnej klasy. Ci ludzie są tacy wypruci z duszy, to mnie przeraża, przyprawia o ból głowy. Dziewczyny liczą, że będę z nimi plotkować o chłopakach w typie Biebera (nie, nie jestem żadną lesbijką - jestem 100% hetero, ale jak facet ma chudsze nogi ode mnie... Żenada. A nadwagi nie mam), to myślę sobie o tym, że w jednej sali jest takie fajne okno, przez które mogłabym wyskoczyć. Nawet nie wiedzą, czym są prawdziwe problemy. Ich rodzice są jakimiś sędziami czy tam lekarzami, co roku wakacje w Egipcie, rodzice spędzają z nimi dużo czasu, a oni jeszcze narzekają... Szczerze mówiąc, to trochę ich rozumiem, docenia się coś dopiero kiedy się coś straci, i tak się składa, że dobrze o tym wiem. Najbardziej denerwuje mnie w ludziach (tych, z którymi mam do czynienia) brak zrozumienia dla czyjejś pasji, można nawet nietolerancja. Stosunkowo niedawno od moich "przyjaciółek" dostałam wykład, że powinnam przestać interesować się sportem, trenować, ponieważ "Ty przecież dziewczyną jesteś, i Tobie się to podoba? Że pocisz się tylko?". Pozostawię to bez komentarza, akurat piję wodę i nie chcę rozwalić szklanki. Te same "życzliwe" nie potrafią ścierpieć muzyki, której słucham, nastawiają mnie na lewicowe poglądy polityczne i muzykę typu John Lennon (o zgrozo! Oczywiście nie mam nic do tego, co kto słucha, ale tacy psychiczni to sobie mogą wiecie-co-zrobić-i-gdzie-włożyć)
Dobrze by było, jakby mnie chociaż matka potrafiła zaakceptować. Ale oczywiście ona nic nie rozumie. Wiem, że wychowała się w patologicznej rodzinie, ale wszystko ma swoje granice. Na dodatek nastawia ojca przeciwko mnie, a sama wie, jak duży wpływ ma na niego. Mam czasem wrażenie, że zazdrości mi tak znakomitego kontaktu z ojcem (taka typowa "córeczka tatusia" ze mnie) i stara się to zlikwidować, ale to z pewnością nie specjalnie, najwyżej podświadomie. Zawsze się bałam być z nią sam na sam, a teraz ojciec w Chinach i wraca dopiero we wrześniu. Chyba nie wytrzymam
Dobra, spieprzam bić swój rekord w odbiciach sposobem górnym, dzisiaj spróbuję na 1200
  • awatar Merlin Mongoł: @poranna-kawa: prędzej czy później będę chyba do tego zmuszona. Pewnie :D
  • awatar poranna-kawa: Wiesz co ? Introwertycy chyba to mają do siebie, że wydaje im się,że nikt ich nie rozumie. Wiem z autopsji. Nauczysz się z tym żyć na lajcie ;). Swoją drogą to też ma wiele zalet. P.S Udało się pobić rekord ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tak odbiegając od tematu, to kocham ogórkową. Dobra, japa tam!
Zauważyłam, że coś się na tym blogu zaczyna dziać; mobilizuje mnie to do pisania na jakiś konkretny temat, wyrażania swoich poglądów na wszelakie tematy, a nie narzekania na to, jakie to życie nie jest dla mnie okrutne
Dla niedoinformowanych: zrobię wprowadzenie, bo niektórzy nie są w temacie i nie będą wiedzieli, o co biega, a tego nie chcę. W 1054 była schizma (6 z historii na coś się przydała) i kościół podzielił się na katolicki i prawosławny. Teraz przedstawię różnice i podobieństwa, tak pokrótce. Kościół katolicki: liturgia najczęściej ok. 1,5-godzinna, obowiązek celibatu wśród księży, chrzest, potem komunia, następnie bierzmowanie, wiara w boskość Matki Boskiej i niepokalane poczęcie, teoria pochodzenia Ducha Świętego: od Ojca I Syna, w trakcie odprawiania mszy ksiądz przodem do wiernych, brak szczególnego kultu obrazków i wizerunków świętych, komunia tylko pod postacią chleba
Kościół prawosławny: liturgia 3-4 godziny, celibat wśród popów dobrowolny (ostatnio natknęłam się na określenie "ojciec" na duchownych prawosławnych, to totalna bzdura!) chrzest i bierzmowanie na raz, brak kultu Matki Boskiej, teoria pochodzenia Ducha Świętego: od Ojca PRZEZ Syna, pop tyłem do wiernych podczas mszy, rozpowszechniony kult ikon (wizerunków świętych), komunia pod postacią chleba i wina (mamy lepiej, huehue )
Właśnie skończyłam setną w ostatnim czasie kłótnię z mamą nt. wiary. I nie, nie chodzi o niechodzenie do kościoła ani żadne ateistyczne bunty. Jestem wierząca i (z własnej woli!) praktykująca. Zostałam wychowana w obrządku katolickim, miałam chrzest, komunię i w najbliższym czasie czeka mnie również sakrament bierzmowania. Cała moja rodzina (w tym ja), oprócz mojej matki, wyznaje prawosławie. Oczywiście jestem w stanie zrozumieć, że z racji faktu, że chodzę do szkoły katolickiej, mam matkę katoliczkę, powinnam przystąpić do bierzmowania i nic do tego nie mam. Jednak zostało mi obiecane, że w liceum nie chodzę na religię katolicką. A teraz matka wyskoczyła z katolicyzmem do 18-stego roku życia, tłumacząc się, że to ten sam Bóg, tylko inny obrządek. Zaprzeczyć nie mogę, tylko jakby ona się czuła, jakby musiała chodzić do cerkwi albo do zboru (kościoła protestantów)? No właśnie
W gruncie rzeczy to, gdzie chodzę na mszę, jest mi całkowicie obojętne, traktuję mszę jako moją własną rozmowę z Bogiem. Jednakże liturgia prawosławna o wiele bardziej mi odpowiada. Matka znów wyskakuje z tym, że tylko się będę męczyła z kilkugodzinną liturgią, językiem starocerkiewnym i żegnaniem się trzy razy. Po prostu FACEPALM. Zaproponuję jej, żeby przeszła na ateizm, no bo po co jej w kościele siedzieć? Chyba powinnam zacząć od tego, że ona w ogóle nie jest praktykująca, tylko ostatnio taka obrończyni katolicyzmu się znalazła. Ja każdej niedzieli zaliczam dwie msze - 3-4 godzinną w cerkwi z wyboru i 1,5 godzinną w kościele z obowiązku. I jakoś nikt się mnie nie pyta, czy mi to na rękę
Tak odbiegając od tematu przewodniego, to jestem tolerancyjna względem innych religii, jeżeli ktoś nie narzuca mi swojej wiary. Jednakowoż nie trawię pozerstwa, mody (O.o) na religie Wschodu i ateizm i niepraktykowania wiary tylko i wyłącznie z lenistwa. Powtarzając za Gombrowiczem - "nieważne, w co kto wierzy, ważne, co czyni" (czy coś w tym rodzaju )
  • awatar Merlin Mongoł: @poranna-kawa: zapraszam w takim razie ;) Szczerze mówiąc, liturgia prawosławna jest dla wielu osób zupełnie obca, więc nie jesteś odosobniony
  • awatar poranna-kawa: Uwielbiam rozważania na temat religii jak i kultu Boga w dość szerokim tego słowa znaczeniu. Więc jeśli taki wpis się kiedyś na blogu pojawi z przyjemnością wezmę udział w dyskusji. P.S Szczerze mówiąc sama celebracja mszy w kościele prawosławnym jest dla mnie dość obcym tematem. Więc będę się musiał w to mocniej zagłębić.
  • awatar Merlin Mongoł: @malinkaa324: :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Miałam dzisiaj w planach niezły i dość kontrowersyjny, nasycony subiektywizmem, temat na wpis, a mianowicie wiara i religia (dzień święty święcę!), a jak zwykle to u mnie z planami bywa, plany trafił szlag. Dzisiejszy dzień upływa mi pod znakiem zdenerwowania i niezłej nerwicy. Uważam, że to temat warty poruszenia, więc trochę się teraz rozpiszę
Jeżeli nie wspominałam, że trenuję od 5 roku życia, to właśnie to wspominam. Sportowi poświęciłam całe swoje życie, każdego dnia biegam, dwa razy w tygodniu chodzę na basen i siłownię, gram w siatkówkę. Mam w sobie jednak resztki zdrowego rozsądku i wiem, że samą pasją w życiu na chleb nie zarobię i zapisałam się do najlepszej szkoły w moim mieście, która niestety NIE JEST szkołą sportową. Oczywiście planuję uprawianie sportu w przyszłości zawodowo, ale wiem, że trzeba mieć również alternatywę, "plan B".
Wiadomo, że 4 h wuefu tygodniowo to mało, więc trenuję samodzielnie poza szkołą, ale wiem, że to nie wystarczy, toteż od dłuższego czasu poszukiwałam dobrego trenera i zastanawiałam się, na jaką dyscyplinę się "wyprofilować". Jako że uwielbiam bezpośrednią rywalizację i odnoszę sukcesy w tej dziedzinie na wysokich szczeblach, wybrałam lekkoatletykę. Jeździłam co trzy dni specjalnie na stadiony i tym podobne rzeczy, lecz nie zapominałam o siatkówce, którą również ubóstwiam (i jak się później okazało, chwała mi za to)
Fakt faktem zauważył mnie bardzo ceniony i poważany w środowisku lekkoatletycznym trener (nazwiska nie podam), umówił się z moją mamą i ze mną na spotkanie. Chociaż miałam lepsze czasy niż wszyscy uczniowie ze sportowych szkół z miasta i okolic, miejsca wolne w klubie są, do klubu nie wstąpię, ponieważ... Nie chodzę do szkoły sportowej, a przepisać się nie mogę. Dobre sobie!
Po całym przepłakanym dniu, doszłam do wniosku, że ja im jeszcze pokażę. O wiele lepszy klub, tylko że siatkówki, patrząc na same wyniki z zawodów, przyjął mnie bez wahania, w dodatku umieścił na preferowanej przeze mnie pozycji atakującej, w podstawowym składzie. Niestety trzeba będzie dużo dojeżdżać, ale czego się nie robi dla sportu Potem ludzie dziwią się, dlaczego nie ma dobrych, profesjonalnych sportowców - kochani, wystarczy tylko popatrzeć na wyniki rekrutacji... Być może piszę to pod wpływem emocji, ale to nic innego, niż brutalna prawda
Przyszła atakująca
  • awatar Merlin Mongoł: @Poteflon: niestety tak już w życiu jest i trzeba do tego przywyknąć. Ale mam nadzieję, że to jakiś znak od losu. Dziękuję za miłe słowa :>
  • awatar Pazurem i winem pisane: Okropne. Nie rozumiem, co jedno ma z drugim wspólnego, czasami ma się wrażenie, że zawsze wiatr nam wieje w oczy. Ale dobrze, że nie popuściłaś i mam nadzieję, że jeszcze pokażesz, co potrafisz ;).
  • awatar Merlin Mongoł: @Agata Aneta Łucja :): no tak, pasja wzmaga wiele poświęceń, ale radością z jej rozwijania odpłaca nam z nawiązką, prawda? ^^ No to biegnij na jakieś zajęcia albo trenuj sama - w końcu Internet równa się możliwości ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
O, ktoś mnie obserwuje. Kimkolwiek nie jesteś, bardzo mi miło.
Swoją drogą, to nawet moja matka wyszła dzisiaj z domu. Na jakąś denną "imprezę" (celowo w cudzysłowie) z koleżankami, ale wyszła. Pewnie dzisiaj po jej powrocie podwójnie dostanę za to, że jestem aspołeczna. Tak, nawet własna matka mnie nie akceptuje. Nie wiem, czy to świadczy źle o niej, czy o mnie. Może obie jesteśmy do dupy.
A co ja robię? Siedzę w pokoju i piszę tutaj. I narzekam, narzekam, narzekam. Swoją drogą, fajnie, że jestem tutaj zupełnie anonimowa, toteż potraktuję to jako mój pamiętnik i trochę się pożalę, okej?
Nie mam szczęścia do facetów. Tak, wiem, że nie można wszystkiego robić na siłę. Tak, wiem, że bycie singlem ma też wiele, ponoć niezastąpionych niczym, zalet. Tak, wiem, że skoro nie jestem feministką, kocham sport, wiem, czym jest makijaż i poczucie stylu, że skoro nie jestem płaska i jestem, do cholery jasnej, kobietą, prędzej czy później znajdę sobie faceta. Ale to chyba trzeba włożyć między bajki.
Ponoć mężczyźni kochają zołzy. Zołzy - świętujcie! Bo tak się składa, że akurat JA, pechowiec urodzony trzynastego w piątek, to nadzwyczaj spokojna osoba, która nie złości się ani nie krzyczy. A już na pewno nie na osobę, którą kocham.
Tak też zostałam spisana na straty. Super, nie? Też się cieszę.
  • awatar Merlin Mongoł: @fashionowa: niestety tak. Nie jestem przesądna, ale zawsze w piątek trzynastego wszystkie złe siły sprzymierzają się przeciwko mnie ;) Dziękuję za pozwolenie :D
  • awatar fashionowa: aż takiego pecha przynosi Ci 13 piątek, że nazywasz się pechowcem? Żal się ile wlezie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj mój drugi wpis tutaj. Mam 17 odwiedzin, po prostu świetnie. I oczywiście wszyscy mają moje farmazony w dupie, standard. W ogóle to nie wiem, dlaczego jestem tutaj. Może dodam link na Poszkole albo coś, tam mnie chociaż ktoś zauważa. HELOŁ, LUDZIE, ISTNIEJĘ!
Jak zauważyliście, mam doła. Siedzę w swoim pokoju z kawą pod pachą i laptopem na kolanach. Wieczorem oglądam Zodiak na TVN, trzy gwiazdki w Tele Tygodniu, więc przynajmniej nie umrę z nudów. Film z dobrą obsadą i ciekawą fabułą zawsze spoko Jak widzicie, mój nastrój chwilowo uległ poprawie. Kocham filmy. Chciałabym zostać aktorką. Wiem, brzmię jak naiwna, nieświadoma brutalnego świata, różowa pięciolatka
Mam dzisiaj depresję mordercy, jak ją nazywam. Nienawidzę ludzi, o których na co dzień zabiegam, chcę, żeby wszyscy się odczepili i zostawili w spokoju. Ciekawe, czy są jakieś sposoby na to
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj rozpoczynam swoją przygodę tutaj. Może potrwa długo, może krótko... Kto to wie? W każdym razie te wakacje są dla mnie chyba kolejnym przełomem w mojej Internetowej karierze. Zakładam kolejne portale, poznaję nowych, wspaniałych ludzi, do których przywiążę się i na swój sposób pokocham, a dla nich będę nikim... Dobra, koniec, to nie pamiętnik. A może to jednak pamiętnik?
Patrzę sobie, jak wygląda przeciętny użytkownik tutaj. Dodaje jakiś popularny wśród nastolatek cytat o miłości, coś z utworów znanych wśród pseudo-alternatywnych hipsterów plus jakieś zdjęcie. A ja? A ja będę pisać, pisać ile się da, świadoma tego, że nikogo ten mój bełkot nie obchodzi, ale i pełna nadziei, że ktoś mnie zauważy, ktoś, kto będzie mnie rozumiał i ktoś, kto wywróci moje życie do góry nogami, cokolwiek miałoby to za sobą pociągnąć
Może Ty, anonimowy człowieku, do którego mam ochotę zwrócić się apostrofą, chcesz wiedzieć coś o mojej osobie? Dowiesz się tego w swoim czasie. Lubię być tajemnicza, bo rzadko mam ku temu okazję
Obwołałam siebie pisarzem wolności, bo kiedy piszę... Jestem wolna